Wstęp do utworu "Malwina, czyli domyślność serca" (1816 r.) , uznawanego za pierwszą polską powieść psychologiczno-obyczajową z wątkami autobiograficznymi, autorstwa księżnej Marii Wirtemberskiej, siostry księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.

 

Do mojego brata.

Nie mam dość miłości własnej, bym rozumieć mogła, że dzieło by najmniej doskonałe przypisuję Tobie; lecz serce moje przyzwyczaiło się od dzieciństwa łączyć myśl o Tobie do każdego w życiu wypadku; w okolicznościach ważnych, jak w najdrobniejszych zdarzeniach nawykłe zawsze być przez Ciebie wspieranym, zachęcanym, pocieszanym, przywiodło mnie i teraz Twojej pieczy moję oddać Malwinę.


Nie ma ona innej zalety nad tę, że w ojczystym języku pierwszym jest w tym rodzaju romansem. Gdyż romanse Krasickiego, Jezierskiego itd. opisują zwyczaje naszych ojców i dziadów, lecz bynajmniej nie malują obrazu teraźniejszego społeczeństwa. Ten obraz w Malwinie nie jest ani doskonałym, ani dokończonym, lecz będąc pierwszym, wzbudzi może ciekawość; przebiegającym te kart kilka przypomni, że nie ma tego rodzaju pisma, do którego język polski nie byłby zdolnym, i wtedy to, co moja chęć dobra nastręczyć chciała, wyższa czyja umiejętność dokona.


Wiem także, że wiele innych gatunków pism byłyby nad romans użyteczniejszymi; lecz nie czując w sobie zdolności do uskutecznienia ważniejszego zamiaru, chwyciłam się tego, którego brak zupełny w naszym języku czyni mi nadzieję, że moja praca niezupełnie czczą będzie. A przy tym rozumiem, że i romans czasem korzystnym być może. Zdaje mi się, że przepisy, prawdy, nauki, które pod pokrywką zabawy w dobrym romansie znaleźć można, więcej nieraz przekonywają niżeli suche morały, obnażone z ponęt ciekawość wzbudzających, a do czytania których mało kto się nawet porywa. W romansach zaś, w tych szczerych obrazach społeczeństwa, każdy niemal znajdując zdarzenia podobne tym, których doświadczał, uczucia sercu znajome, błędy, w które wpadał, namiętności, jakie nieraz w pożyciu spotykał, mimowolnie zajmuje się tym opisaniem, porównywa, rozważa i częstokroć skutkiem tych rozwag, czynionych bez uprzedzenia, staje się to w głębi serca przekonanie, że w jakiejkolwiek doli, w jakimkolwiek wypadku działać dla cnoty jest to pewniejszym nad wszelkie inne sposobem działać dla szczęścia.


Myśl ta, nader miła sercu mojemu, zwróciła mnie znowu ku Tobie, Bracie ukochany! Przekonana o jej rzeczywistości, jakżebym wierzyć nie miała, że Ciebie kiedyś ujrzę zupełnie szczęśliwym? Ciebie, któregom od urodzenia widziała ciągle działającego dla cnoty, ciągle poświęcającego życie szczęściu drugich i dobru powszechnemu.